Kilka słów o tym, czy warto farbować włosy. Jadąc w autobusie i mając trochę czasu na obserwowanie tego, co dzieje się wokół nas, obserwujemy także innych ludzi. Chcąc nie chcąc, oceniamy ich w myślach, analizujemy to, jak wyglądają, w co są ubrani, czy wyglądają dobrze. I szokujący jest jeden fakt : większość kobiet nie nosi swojego naturalnego koloru włosów! Poznać można to po starszych kobietach, które mimo wielu zmarszczek i zdradzającego je ubioru, mają na głowie włosy kolorów tak żywych i pięknych jak niejedna młoda dziewczyna. Jest to raczej niemożliwe- oczywiście, każdy siwieje w innym tempie, ale mając siedemdziesiąt lat raczej trudno o intensywnie brązowy czy kruczoczarny kolor. Mężczyźni farbują włosy znacznie rzadziej. Pewnie łatwiej jest im się pogodzić z przemijającym czasem, poza tym póki co nie jest to aż tak popularne i robią to raczej nastolatkowie i najczęściej w czasie wakacji, kiedy mogą pozwolić sobie na takie szaleństwo. Czy warto zmieniać swoje włosy? Jeśli jesteśmy wieku dojrzałym i borykamy się z siwizną, możemy zafundować sobie takie odmłodzenie. Kosztuje to niewiele- zaledwie dwadzieścia czy trzydzieści złotych, jeśli potrafimy farbować włosy samodzielnie. Jeśli wybieramy się do fryzjera, za taką przyjemność zapłacimy około stu, a czasem nawet dużo, dużo więcej. Okazuje się jednak, że jesteśmy w stanie dać dużo więcej za lekki powiew młodości. Starsze kobiety można w tej kwestii zrozumieć, ale bardzo często farbują włosy młode dziewczyny, które teoretycznie tego nie potrzebują. Ale tej grupie zależy bardziej na zmianie siebie, swojego wizerunku. Nie ma w tym nic złego. Trzeba jednak pamiętać, że takie namiętne farbowanie bardzo wyniszcza włosy, może powodować ich wypadanie i osłabienie, więc jeśli już decydujemy się na takie zabiegi, pomyślmy także o odżywianiu włosów, które z farbowania zadowolone są mniej niż my same. Szczególnie cierpią włosy zafarbowane na bardzo jasne kolory np. jasny blond i takie wymagają szczególnej pielęgnacji.
Zmień się nie do poznania – wszystkie kolory na twojej głowie!
Zima, zima, zima… Twoja skóra czuje ją najbardziej!
Kiedy kończy się letnia beztroska, jesień zbliża się nieubłaganie. Zanim zdążymy się obejrzeć, jest już listopad, a za oknem znów leży parę metrów śniegu. To jeszcze nic- grube, ciepłe buty i odpowiedni ubiór potrafią zdziałać cuda do tego stopnia, że jesteśmy w stanie wyjść z domu i nie zamarznąć. Ale po długim czasie czekania na autobus, czy nawet zwykłego spaceru, jesteśmy przemarznięci do granic możliwości. Nasza skóra też to odczuwa i reaguje na zimno jeszcze gorzej niż nasze dłonie czy stopy. Czerwone policzki, przesuszona od mrozu skóra na twarzy, spierzchnięte usta. To problem wielu z nas i dlatego odliczamy dni do zakończenia tego najzimniejszego okresu w całym roku. Ale zima jest zarazem najdłuższym okresem- trzeba ją jakoś przetrwać w sojuszu z naszą skórą. Jak zapobiec uczuciu, że odpada nam twarz i to bez zakładania na twarz kominiarki? Przede wszystkim przed każdym- ale naprawdę każdym wyjściem z domu, należy pamiętać o posmarowaniu twarzy kremem ochronnym. Najlepiej zaopatrzyć się w specjalny krem na zimę, chroniący skórę przed mrozem, a tym samym przed wysuszaniem. Zawiera on odpowiednie filtry, dzięki którym unikniemy łuszczącego się naskórka, uczucia napięcia skóry i ognistych rumieńców, po wejściu do ciepłego pomieszczenia z siarczystego mrozu. Ważne jest nawadnianie i natłuszczanie skóry- także na rękach, które mimo że nie są tak narażone na mróz, bo chowamy je w rękawiczkach, a skóra na nich jest grubsza. Co do twarzy, należy co jakiś czas wykonywać peelingi, by pozbyć się martwego naskórka. W okresie zimy ważne jest też zażywanie witamin odpowiedzialnych za zdrowy wygląd i odporność organizmu. W kwestii ust niezbędne są pomadki ochronne, najlepiej również dostosowane do pory roku. Nie chodzi tu o kosmetyki kolorowe, ale apteczne, chroniące usta przed pierzchnięciem i pękaniem. Farmaceutka pomoże nam w odpowiednim doborze takich specyfików. Co jest także ważne zimą? Optymizm i nadzieja, że ten trudny czas dla nas i naszego ciała wkrótce dobiegnie końca!
Zapachy wzlotów i upadków
Nieodłącznym elementem naszego życia i naszego ciała jest zapach. Nikt z nas nie lubi zapachu swojego ciała po ciężkim treningu na siłowni czy po długim, upalnym dniu. Dlatego tuszujemy nieprzyjemne zapachy, bądź zapobiegamy ich powstawaniu stosując dezodoranty i perfumy. Niektórzy biorą to do siebie za bardzo, wylewając na siebie całe flakony perfum- pewnie czuliśmy je kiedyś, wchodząc do windy z wyszykowaną na imprezę dziewczyną, czy mężczyzną wybierającym się na randkę. Jest to z pewnością przesada i nie jest to ani przyjemne dla zmysłu węchu ani dla zmysłu węchu ludzi wokół. Stosujmy zasadę : wszystko z umiarem. Ponieważ dobrze dobrane perfumy potrafią zaczarować. Zwracamy na nie uwagę, niektórzy z nas twierdzą, że dzięki nim lepiej zapamiętujemy pewne momenty naszego życia, kojarząc je z określonym zapachem perfum. Czasem poznając nową osobę, mamy wrażenie, że już ją znamy. A tak naprawdę okazuje się, że „nosi” na sobie perfumy, których używa znana nam osoba. Wielcy fanatycy perfum nie są obojętni wobec zapachów i nie wystarczy, by coś ładnie pachniało i dużo kosztowało- wręcz dopasowują zapachy flakonów do swojej osobowości, temperamentu. Nie jest to dziwne, perfumy mogą być sposobem na wyrażanie siebie. Nie wszystkie perfumy muszą kosztować fortunę- są takie miejsca jak rozlewnie perfum, w których płacimy za mililitry zapachów, które zbliżone są do tych ze znanych i renomowanych. Są dużo razy tańsze od tych markowych, ale mają parę minusów. Jednym z nich jest to, że szybko wietrzeją ze skóry, a kiedy zwietrzeją również z ubrań, pozostawiają za sobą ciężki i nieświeży zapach, który znika dopiero po upraniu ubrania. Ponadto, często nie mamy świadomości, że są mocno rozwodnione, więc ich zapach nie jest tak intensywny jak tych „prawdziwych”. Mówi się, że jeśli nie stać nas na oryginalne perfumy, lepiej używać samego mydła niż inwestować w podróbki. Nie wiadomo, ile w tym prawdy, ale jeśli chcemy poczuć namiastkę ekstrawagancji, może warto uzbierać pieniądze na coś lepszego?
Za stary na trampki ? – Nastoletni dojrzali mężczyźni
Było już dużo o kobietach kreujących się na młode dziewczyny. Teraz czas zająć się tematem dojrzałych mężczyzn w trampkach. Wbrew pozorom nie tylko kobietom zależy na tym, by utrzymać i zachować jak najdłużej młody wygląd. Robią to farbując włosy, zakładając miniówki, chodząc w młodzieżowych ciuchach i malując paznokcie na kilka kolorów. Boją się starości, uciekają przed nią, uważają czas za niesprawiedliwy, bo to przez niego tyle zmarszczek, tyle sińców pod oczami, tyle siwych włosów… Wydawać by się mogło, że mężczyźni zupełnie się nie przejmują – i faktycznie, problem starości dotyczy ich w mniejszym stopniu. Ale nie oznacza to, że nie dotyczy ich wcale. Może mieliśmy okazję widzieć mężczyznę, który z twarzy wyglądał na czterdziestolatka, ale gdybyśmy zakryli jego twarz, pomyślelibyśmy, że jest co najwyżej uczniem liceum.. Dlaczego? Dlatego, że jego kolorowy t-shirt, modne spodnie i trampki na stopach mówią o nim coś zupełnie innego. Jak postrzegają to kobiety? Niektórym podoba się to, że mimo swojego wieku, wciąż dbają o sobie, drugie wypowiadają się ironicznie, twierdząc, że dojrzałemu mężczyźnie nie przystoi ubierać się w tak młodzieżowy sposób. I że jeśli tak wygląda jego ubranie, to pewnie jest też niedojrzały. To nie musi być prawda! Warto docenić starania mężczyzn. Taki ubiór może świadczyć nie o niedojrzałości, ale o poczuciu humoru i dystansie do świata oraz samego siebie. Może nie zawsze wygląda to „na miejscu” i adekwatnie, ale co z tego? O ile facet ubrany jest z klasą i wie, na ile może sobie pozwolić, jest to naprawdę godne podziwu i trzeba to uszanować i pochwalić. Nie ma nic złego, że mężczyzna chce zafundować sobie odskocznię od codzienności i problemów i poczuć się jeszcze raz jak młodzieniec. Przecież nam, kobietom, chodzi dokładnie o to samo. I nie odmładzamy się tylko dla siebie, ale również dla nich- naszych mężczyzn. Pozwólmy robić im to samo. Bo nawet ubiór może dawać wiele radości, pewności siebie. O ile nie robią tego na siłę- jest w porządku!
Wszyscy kochamy jeansy!
Nikomu nie trzeba wyjaśniać, czym są noszone przez większość ludzi dżinsy. Ale wyjaśnijmy : jest to najpopularniejszy (bez wątpienia) rodzaj spodni wymyślony przez Loeba Straussa w USA w połowie XX wieku. Są to spodnie, które najczęściej mają kolor jasny niebieski, a przynajmniej takie było pierwsze założenie. Cokolwiek by się mogło wydawać, były to spodnie zaprojektowane z myślą o farmerach i górnikach, a nie dla samej mody! Dziś są to spodnie sportowe, noszone przez każdego z nas- bo chyba każdy ma w swojej szafie przynajmniej jedną parę takich spodni. Ciekawym jest fakt, że od czasu powstania jeansów, ich forma życia nie została w żaden sposób zmieniona, jedynie wzbogacone o nowe fasony, takie jak znane dziewczynom biodrówki, spodnie rurki czy dzwony. Dżinsy mają zazwyczaj 5 kieszeni, ale czasem więcej niż mniej. Kochamy jeansy i gdybyśmy tak głębiej zastanowili się nad ich fenomenem, doszlibyśmy do wniosku, że nie moglibyśmy bez nich żyć. Ponieważ są najwygodniejsze i najbardziej trwałe- dobrze uszyte, porządne spodnie tego rodzaju mogą nam służyć nawet długimi latami. O ile wcześniej istniała jedynie marka Levi Strauss, tak teraz praktycznie każda firma zajmująca się produkcją odzieży, bierze pod uwagę także produkcję tych spodni. Tego lata hitem były jeansy o nazwie „pumpy” lub „alladynki” – zwykle spodnie przeznaczone dla kobiet, charakteryzujące się obniżonym krokiem i tym, że są znacznie szersze niż typowe spodnie, a już na pewno spodnie rurkowate. Nie wzbudziły aż tak dużego zainteresowania, jakie prawdopodobnie wzbudzić miały, ponieważ wielu osobom kojarzyły się bardziej z dziecięcą pieluchą niż krzykiem mody. Ale jak wiadomo, każdy element mody znajdzie swoich miłośników oraz przeciwników. W każdym razie, kochamy jeansy, ponieważ pasują do każdego rodzaju ubrania i butów, nie musimy szczególnie zastanawiać się, co do nich założyć. Nic nie zastąpi nam tych spodni- nawet gdyby projektanci stanęli na głowie, zawsze jeansy będą naszym nieśmiertelnym numerem jeden.